Poziom inflacji w Polsce wciąż najwyższy w UE. Dla gospodarki krytycznymi miesiącami będą październik i listopad

Od połowy maja polska gospodarka pnie się w górę. Lipcowy wskaźnik PMI wykonał rekordowy skok, jest też wyższy od oczekiwań. Polskie firmy, podobnie jak inne w Europie, obawiają się jesiennej fali pandemii. Rozstrzygający dla dalszych losów gospodarki może być poziom inflacji i inwestycji przedsiębiorstw. Niepokoić może relatywnie wysoka inflacja, jednak według ekonomistów w ciągu najdalej kilkunastu miesięcy powinna się obniżyć.

– Mamy w Polsce wysoką inflację, obecnie najwyższą w Unii Europejskiej –  mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Ignacy Morawski, dyrektor SpotData. – To wynika z kilku powodów. Po pierwsze, jest to jeszcze pozostałość wysokiego wzrostu płac sprzed pandemii. Inflacja zawsze reaguje z dużym opóźnieniem na zmiany dynamiki wynagrodzeń, więc mieliśmy uderzenie kryzysu w kwietniu i zanim inflacja na to zareaguje, to musi minąć kilka miesięcy. Drugi powód to rosnący koszt prowadzenia działalności gospodarczej związany z pandemią. W wielu dziedzinach, takich jak usługi higieniczne, dentyści, hotele i restauracje, wymusiła ona wprowadzenie rozwiązań sanitarnych, które są kosztowne, i przedsiębiorcy doliczyli je sobie do rachunków. 

Według metodologii Eurostatu w czerwcu 2020 roku inflacja w Polsce wyniosła 3,8 proc. i była najwyższa w Unii Europejskiej. Dla porównania na Węgrzech było to 2,9 proc., w Czechach 3,4 proc., a w Rumunii 2,2 proc. Z kolei na Cyprze, w Grecji, Estonii i na Łotwie ceny były niższe niż przed rokiem. Średnia dynamika dla Unii Europejskiej wyniosła 0,8 proc. Z kolei według GUS-u średnie ceny wzrosły w czerwcu o 3,3 proc., a według najnowszych danych – w lipcu o 3,1 proc.

Ignacy Morawski podkreśla, że inflację prognozuje się dużo trudniej niż niektóre inne zmienne ekonomiczne i że zachowuje się ona często bardzo nieprzewidywalnie. W związku z tym możliwe są wstrząsy, które zaburzą ten proces cenowy w jedną lub w drugą stronę. Jednocześnie polska gospodarka zaczęła bardzo energicznie wychodzić z dołka poepidemicznego.

– Szybko rośnie konsumpcja, szczególnie dóbr trwałych, czyli meble, sprzęt AGD, do pewnego stopnia samochody. Widać też szybko rosnący popyt na usługi czasu wolnego, czyli restauracje, turystykę, rozrywkę. Konsumpcja rośnie i to jest pozytywne –  przekonuje dyrektor SpotData. – To, co mnie martwi, i to, co w tym momencie obciąża gospodarkę, to niskie inwestycje. Firmy czują niepewność i część z nich obcięła plany inwestycyjne, a inwestycje to główny element decydujący o wahaniach gospodarki i o jej długookresowym rozwoju. Nie ma inwestycji, nie ma rozwoju.

W ostatnich dniach padają kolejne rekordy zakażeń SARS-CoV-2. Według zapowiedzi rządu w niektórych regionach, gdzie jest ich najwięcej, może dojść do czasowego przywrócenia obostrzeń. Tymczasem już w I kwartale roku, który tylko nieznacznie został dotknięty lockdownem, nakłady brutto na środki trwałe wzrosły tylko o 0,9 proc. rok do roku. Przez cały ubiegły rok było to 7,2 proc., a w 2018 roku – 9 proc.

Mimo tego nastroje w przemyśle się poprawiają. Wskaźnik PMI rośnie trzeci miesiąc z rzędu i po raz pierwszy od listopada 2018 roku znalazł się powyżej poziomu 50 pkt, co oznacza rozwój sektora. Przekroczył także oczekiwania ekonomistów.

– Wszyscy chyba czekają z decyzjami na jesień, żeby zobaczyć, jak mocna będzie wtedy fala pandemii. Jeżeli się okaże, że ta fala nie jest bardzo wysoka i nie wywołuje gigantycznego strachu wśród konsumentów, to jesteśmy w stanie nadrobić większość strat sprzed pandemii w gospodarce w ciągu paru kwartałów, a odbicie gospodarcze w przyszłym roku będzie mocne – ocenia ekonomista.

Według lipcowej projekcji inflacji NBP wzrost cen w całym 2020 roku sięgnie 3,3 proc. (w marcu prognozowano 3,7 proc). PKB ma spaść o 5,4 proc. wobec przewidywanego przed pandemią wzrostu o 3,7 proc. Szczegółowe informacje o składowych inflacji w II kwartale i szybki odczyt PKB za ten okres pojawi się 14 sierpnia. Ta wiedza jednak wcale jeszcze nie musi rozwiać obaw przedsiębiorców, zwłaszcza że wygasać zaczną tarcze pomocowe.

– Październik i listopad to będą krytyczne miesiące i od przełomu roku zobaczymy kolejną falę przyspieszenia. Oczywiście jestem sobie w stanie wyobrazić czarne scenariusze, ale patrząc teraz na sytuację na świecie, np. w Stanach Zjednoczonych, gdzie jest silna fala pandemii, a mimo to nie widać powrotu zjawisk recesyjnych, mam nadzieję, że i u nas recesja już nie wróci – prognozuje Ignacy Morawski.

BIZNES Agencja informacyjna Newseria