
fot. Sławomir Ryfczyński
W centrum Wolina pojawiło się towarzystwo, którego raczej nikt nie chciałby spotkać po zmroku. Olbrzymie, upiorne postacie, świecące oczy, dynie i kościotrupy siedzące przy stoliku, jakby właśnie czekały na zamówienie. A wszystko przed niewielkim lokalem z pizzą, niedaleko Urzędu Miejskiego. Zamiast odstraszać klientów, ta niecodzienna dekoracja przyciąga uwagę przechodniów, a szczególnie dzieci. Bo jak się okazuje, nawet strach może mieć poczucie humoru.
W ostatni dzień października, tuż przed uroczystością Wszystkich Świętych, centrum Wolina nabrało zupełnie innego charakteru. Jesienne drzewa, coraz krótsze dni, chłodne powietrze i nagle… potwór stojący przy wejściu do pizzerii. I to nie byle jaki! Wielki, pochylony, z przerażającą twarzą i świecącymi oczami, trzymający w dłoni dynię.
Co więcej, nie jest to zwykła nieruchoma dekoracja. Upiorna postać porusza się i wydaje dźwięki, które potrafią zaskoczyć nawet dorosłego. Kto przechodzi obok nieprzygotowany, może na moment przyspieszyć kroku.
Ale wystarczy spojrzeć na dzieci, żeby zrozumieć, że nie wszyscy traktują tego potwora śmiertelnie poważnie.
Przed lokalem ustawiono stoliki i krzesła, przy których zasiedli wyjątkowo cierpliwi goście. Kościotrupy nie narzekają na pogodę, nie sprawdzają telefonów i najwyraźniej nie zamierzają się spieszyć. Można nawet odnieść wrażenie, że mają czas aż do następnego Halloween.
Obok stoją kolejne mroczne postacie, a schody i wejście ozdobiono pomarańczowymi dyniami. Całość wygląda jak niewielka scenografia filmowa przeniesiona prosto na jedną z ulic Wolina.
I właśnie w tym tkwi cały urok tego pomysłu. Nie potrzeba wielkiej imprezy, estrady, kosztownej oprawy ani tłumu organizatorów. Wystarczy odrobina wyobraźni, kilka pomysłowych dekoracji i chęć zrobienia czegoś innego niż zwykle.
Na jednym ze zdjęć widać dzieci i osoby przebrane w halloweenowe stroje. Jest nawet postać w jaskrawozielonym kostiumie, która na tle szarych potworów wygląda jak przybysz z zupełnie innej bajki.
Najciekawsze jest jednak to, że cała ta upiorna sceneria nie musi wywoływać strachu. Wręcz przeciwnie. Dla najmłodszych to okazja do śmiechu, zabawy i sprawdzenia własnej odwagi.
Bo przecież co innego oglądać potwora w telefonie, a co innego stanąć przed nim na ulicy i przekonać się, że nagle zaczyna się ruszać!
fot. Sławomir Ryfczyński
Jedni podejdą odważnie, inni zatrzymają się kilka kroków dalej. Jeszcze inni zapewne będą potrzebowali zachęty rodziców. Ale właśnie takie drobne wydarzenia potrafią zmienić zwykły jesienny spacer w małą przygodę.
Halloween nie jest polską tradycją. Przywędrowało do nas z innych krajów i od lat wywołuje różne reakcje. Jedni widzą w nim niewinną zabawę, okazję do przebrania się, dekorowania domów i zbierania słodyczy. Inni, szczególnie ze względów religijnych, podchodzą do niego z dystansem albo zdecydowanie go nie akceptują.
I każdy ma prawo do własnego zdania.
W Polsce 1 listopada pozostaje dniem szczególnym. To czas odwiedzania cmentarzy, zapalania zniczy, wspominania bliskich i rodzinnych spotkań przy grobach tych, których już z nami nie ma. To ważna część naszej kultury, której halloweenowe dekoracje nie muszą ani zastępować, ani przesłaniać.
Ale dzień wcześniej dzieci mogą się pośmiać, przebrać za duchy, czarownice czy inne bajkowe postacie. Nie musi to oznaczać niczego więcej niż zwyczajną zabawę.
W wielu krajach Halloween przybiera znacznie większe rozmiary. Dekorowane są całe domy, ogrody i ulice. W Polsce takie zwyczaje pojawiają się stopniowo, czasem w bardzo skromnej formie.
Wolin pokazuje właśnie taką niewielką, lokalną odsłonę tego zjawiska.
Wolin nie jest wielką metropolią, w której na każdym rogu czekają kolejne atrakcje. Tym bardziej warto zauważać takie drobne inicjatywy.
Ktoś prowadzący lokal gastronomiczny postanowił na chwilę zmienić jego otoczenie. Nie ograniczył się do jednej dyni na parapecie. Przygotował całą scenografię, która zwraca uwagę z daleka i sprawia, że przechodnie zatrzymują wzrok na czymś więcej niż codziennym ruchu ulicznym.
Oczywiście można powiedzieć, że to sposób na przyciągnięcie klientów. I zapewne również taki jest sens podobnych dekoracji. Ale czy w tym jest coś złego? Przecież pomysłowość w prowadzeniu niewielkiego biznesu nie musi ograniczać się do reklam i promocji.
fot. Sławomir Ryfczyński
Czasem wystarczy sprawić, żeby na ulicy zrobiło się trochę weselej.
Sezon letni dawno się skończył. Turystyczny gwar ustąpił codzienności, temperatury spadają, a zmrok zapada coraz wcześniej. Przed nami listopad, później Andrzejki, a następnie oczekiwanie na Boże Narodzenie i Nowy Rok.
To właśnie teraz, gdy jesienna szarość coraz częściej zagląda w okna, takie kolorowe i nieco zwariowane pomysły potrafią poprawić nastrój.
Nie trzeba przecież obchodzić Halloween, żeby docenić czyjąś pomysłowość. Nie trzeba też lubić potworów, żeby uśmiechnąć się na widok kościotrupa siedzącego przy stoliku.
A w Wolinie udało się stworzyć coś, co jednych zaskakuje, innych bawi, a jeszcze innych skłania do wyciągnięcia telefonu i zrobienia zdjęcia.
I może właśnie o to chodzi. Żeby w codziennym pośpiechu znaleźć chwilę na uśmiech.
Bo skoro nawet kościotrupy znalazły czas, żeby usiąść przy stoliku na pizzę, to może my również nie powinniśmy się tak ciągle spieszyć.
Źródło: iswinoujscie.pl
