Ilona Felicjańska: Jestem oszczędna i zawsze lubiłam przeceny. Zamiast torebki za 100 tys. zł wolę wydać te pieniądze na kampanię na temat trzeźwości

Uczestniczka formatu „Królowa przetrwania” nie ukrywa, że w tym momencie bardziej zależy jej na zarabianiu niż na wydawaniu pieniędzy. Jednak przed laty, kiedy rozwijała swoją karierę w modelingu i zdobywała popularność w telewizji, do jej portfela trafiały duże sumy. I choć wreszcie mogła sobie kupić to, co chciała, to w większości przypadków polowała na okazje. Tym sposobem miała w swojej garderobie dobrej jakości ubrania z drogich sklepów, ale jej budżet aż tak bardzo nie ucierpiał na tych zakupach.

Ilona Felicjańska wspomina, że był w jej życiu taki czas, kiedy zakupy niezwykle ją cieszyły, bo dzięki kolejnym rzeczom próbowała zrekompensować sobie to, czego brakowało jej w domu rodzinnym.

– W momencie gdy przyjechałam do Warszawy z małego miasteczka, jako zagubiona dziewczyna z kompleksami, myślałam, że oni wszyscy się oszukali, że ja nie zasługuję na ten sukces. W tamtym czasie mój przyjazd do stolicy – tytuł wicemiss, praca jako topmodelka, bardzo oglądany program w telewizji – to był ogromny sukces i gdy zaczęłam zarabiać pieniądze, których, nie będę ukrywać,  w domu brakowało, to zaczęłam mieć takie: ojej, ja mogę mieć jeszcze kolejne buty, kolejną bluzeczkę, kolejną torebeczkę – mówi agencji Newseria Ilona Felicjańska.

Uczestniczka programu „Królowa przetrwania” wspomina, że zachłysnęła się wielkim światem, spełniała swoje marzenia i cieszyła się z dobrze płatnych projektów. Choć stać ją było na najdroższe rzeczy, to jednak z rozwagą wydawała każdy grosz. Chciała skompletować garderobę z gustownymi ubraniami na każdą okazję, ale za rozsądne ceny.

– Miałam pasję kupowania kolejnych zegarków, apaszek, jednak nie zawsze kupowałam wszystko w pierwszej cenie. Lubiłam chodzić do drogich sklepów, ale wyłącznie, gdy były bardzo duże przeceny. Choć wtedy już nie musiałam oszczędzać, to była dla mnie ogromna frajda, że rzecz, która kosztowała ogromne pieniądze, bo ceny ubrań czy torebek czasami są zastraszające, kupiłam w przecenie minus 75 proc. Wtedy byłam bardzo szczęśliwa, że mogłam coś ciekawego kupić dużo taniej, czyli w sumie zawsze byłam eko – mówi.

Była modelka zaznacza, że w kwestii kupowania ubrań, butów i dodatków nie kieruje się sezonowymi trendami, odróżnia potrzeby od zachcianek i mądrze wydaje pieniądze. Jej zdaniem metka znanego domu mody czy widoczne duże logo jakiejś firmy odzieżowej wcale nie sprawia, że ten, kto nosi takie rzeczy, staje się mądrzejszym czy lepszym człowiekiem.

– Jestem oszczędna i nigdy nie miałam poczucia, że torebka za 100 tys. zł może mi dać coś wartościowego. Nie chcę obrażać nikogo, kto ma takie torebki, bo nie wiem, jak będę się zachowywała, gdy już będę miała te miliony, bo zakładam, że będę miała, ponieważ mam tak dużo pomysłów na moje kampanie promocyjne i społeczne, a poza tym ja po prostu potrzebuję tych pieniędzy. Ale myślę, że nadal zamiast kupić torbę za 100 tys. zł, wolałabym kupić kolejny billboard, na którym będę mówiła: „Nie piję, bo lubię”. To jest moja kampania, bo chcę promować trzeźwość w tym kraju, gdzie nadal jej brakuje – dodaje.

Wywiad z Iloną Felicjańską został zrealizowany podczas eventu pod hasłem „Moda na recykling” zorganizowanego z okazji Światowego Dnia Recyklingu.

Źródło: Newseria.pl

Okładka
Ładowanie…
Radio Świnoujście