W skrócie
- Historia VULKing rozpoczęła się w 1946 roku od Arkadiusza Majewskiego.
- Firma ewoluowała z rzemiosła po wojnie do nowoczesnego serwisu opon.
- Przemiany wzbogaciły ofertę o nowoczesne technologie i usługi magazynowania kół.
iswinoujscie.pl • Wtorek [11.08.2026, 13:26:20] • Świnoujście
fot. Robert Ignaciuk
Od parowego pieca, ręcznie przygotowywanych wkładów i naprawiania opon „na gorąco” do nowoczesnego serwisu z kilkoma stanowiskami i magazynami pełnymi kół. W Świnoujściu można było posłuchać historii niezwykłej, bo obejmującej już 80 lat rodzinnego rzemiosła. Podczas spotkania w muzeum Marek Majewski opowiadał o losach swojej rodziny i firmy VULKing. To historia nie tylko wulkanizacji. To także kawałek powojennego Świnoujścia i przykład tego, jak przez dziesięciolecia pracuje się na nazwisko i zaufanie klientów.
Dziś wymiana opon wygląda zupełnie inaczej. Samochód wjeżdża na stanowisko, do pracy ruszają nowoczesne urządzenia, a klient może zostawić drugi komplet kół lub opon w magazynie. Nie musi wozić ich w bagażniku, wnosić do garażu czy piwnicy i brudzić się przy każdej sezonowej wymianie. Firma ma pracowników, kilka stanowisk i zaplecze pozwalające obsługiwać wielu kierowców.
Ale 80 lat temu wyglądało to zupełnie inaczej.
I właśnie do tamtego Świnoujścia uczestnicy spotkania mogli na chwilę wrócić.
Wszystko zaczęło się od Arkadiusza
Początek tej historii to Arkadiusz Majewski, urodzony 12 stycznia 1925 roku w Mławie. Dorastał w trudnych wojennych czasach. Z dokumentów przygotowanych przez rodzinę wyłania się obraz młodego człowieka o zdolnościach technicznych, lubiącego przedmioty ścisłe, majsterkowanie i potrafiącego radzić sobie w rzeczywistości, w której niemal wszystkiego brakowało.
Po wojnie wraz z młodszym bratem Wiesławem przyjechał na ziemie odzyskane. Najpierw do Szczecina, a w maju 1946 roku do Świnoujścia.
Nie wiedział jeszcze, że właśnie z tym miastem jego rodzina zwiąże kolejne pokolenia.
Arkadiusz zamieszkał przy dzisiejszej ulicy Hołdu Pruskiego. W znajdujących się tam garażach pozostał poniemiecki sprzęt: narzędzia, urządzenia do napraw wulkanizacyjnych, piec parowy i formy służące do naprawiania opon na gorąco.
I z tego powstał pomysł na życie.
8 sierpnia 1946 roku, na podstawie pełnomocnictwa wydanego przez Starostwo Powiatowe Wolińskie w Świnoujściu, Arkadiusz Majewski uruchomił działalność wulkanizacyjną przy ul. Hołdu Pruskiego 6.
Tak rozpoczęła się historia, która trwa do dziś.
fot. iswinoujscie.pl
Wulkanizator był wtedy trochę rzemieślnikiem, trochę konstruktorem
Po powrocie Arkadiusza z wojska w 1950 roku działalność została przeniesiona na Wybrzeże Władysława IV, a później znalazła swoje miejsce przy ówczesnej ul. Świerczewskiego 75.
To było zupełnie inne Świnoujście. W dokumentach rodziny zachował się barwny obraz ulicy pełnej sklepów, zakładów, warsztatów, fryzjerów, krawców i lokali. Rzemieślnik był wtedy jednym z fundamentów codziennego funkcjonowania miasta.
A naprawa opony nie polegała na tym, co znamy dzisiaj.
Uszkodzenia bieżnika i boków naprawiano metodą na gorąco. Materiał do napraw przygotowywano nawet ze starych, zużytych opon. Była to mozolna, precyzyjna praca ręczna. Opony często dostawały drugie życie poprzez nacinanie nowego bieżnika.
Nic nie mogło się zmarnować.
Arkadiusz wykonywał również gumowe tuleje do resorów Warszaw, Żuków, Nys i Syren, używając własnej konstrukcji form. Zdarzało mu się także naprawiać samochody. Motoryzacja była jego pasją – miał między innymi motocykl BMW, a w 1956 roku kupił Mercedesa 170V, którego sam przywrócił do życia, wykonując m.in. nowy lakier i tapicerkę.
To dobrze pokazuje, czym było wówczas rzemiosło. Nie wystarczało kupić odpowiednią maszynę i zamówić część. Trzeba było umieć ją wykonać, naprawić albo znaleźć własny sposób rozwiązania problemu.
fot. iswinoujscie.pl
Po ojcu przyszedł syn
Kolejny rozdział rodzinnej historii rozpoczął Wiesław Majewski.
Po wyjściu z wojska pracował z ojcem zaledwie krótko. Arkadiusz Majewski zmarł w październiku 1983 roku. Syn został właściwie sam – młody, bez wieloletniej praktyki, za to z technicznym wykształceniem, żoną Ewą i małą córką na utrzymaniu.
Formalne uruchomienie własnej działalności nie było proste. Jak wynika ze wspomnień, załatwianie możliwości prowadzenia firmy trwało około pół roku.
2 kwietnia 1984 roku działalność wulkanizacyjna ruszyła przy ul. Świerczewskiego 75 pod nazwiskiem Wiesława Majewskiego.
Zakład był skromnie wyposażony. Ale miał coś znacznie ważniejszego – człowieka, który postanowił go rozwijać.
Ze Szwecji przyjechała nie tylko maszyna. Przyjechał pomysł
Przełomowy okazał się wyjazd Wiesława Majewskiego do Malmö w Szwecji w 1985 roku.
Zobaczył tam zupełnie inny sposób prowadzenia przedsiębiorstwa. Kupił maszynę, pracował, zdobywał doświadczenie i właśnie wtedy narodziła się nazwa VULKing.
Szwecja stała się inspiracją do zbudowania w Polsce firmy funkcjonującej według nowocześniejszych zasad.
Po przemianach ustrojowych otworzyły się kolejne możliwości. Od 1991 roku rozpoczęły się wyjazdy ciężarówką do Niemiec po używane opony. Kontakty z przedsiębiorcami z Dortmundu, Münster, Anröchte i innych niemieckich miejscowości trwały przez wiele lat. Niektóre relacje biznesowe przerodziły się w przyjaźnie.
Wiesław Majewski wspomina ludzi, którzy – jak sam napisał – „postawili mnie na nogi, pomogli stworzyć moją obecnie firmę”.
fot. iswinoujscie.pl
VULKing ruszył na Łużycką
Po powrocie ze Szwecji rozpoczęły się plany większej modernizacji. Wiesław Majewski musiał jednak stoczyć długą administracyjną batalię o miejsce dla rozwijającego się przedsiębiorstwa.
23 listopada 1987 roku podpisano akt notarialny dotyczący działki przy ul. Łużyckiej 5a.
W 1988 roku zlecono budowę około 100-metrowego garażu metalowego firmie Reda i ustawiono go na miejskiej działce przy ul. Steyera 9. Działalność ruszyła tam w październiku 1988 roku. Rok później rozpoczęła się budowa firmy przy ul. Łużyckiej.
I właśnie tam zaczęła powstawać firma w formie coraz bardziej przypominającej tę, którą znają dzisiejsi mieszkańcy.
Kolejne lata przynosiły modernizacje, inwestycje i rozwój. Zmieniały się samochody, koła i technologie. Znikały metody, które kiedyś były codziennością w warsztacie, pojawiały się coraz bardziej specjalistyczne maszyny.
Jedno pozostało jednak niezmienne – nazwisko i praca wykonywana przez kolejne pokolenia.
Osiemdziesiąt lat nie buduje się reklamą
Podczas spotkania w muzeum Marek Majewski, syn Wiesława, prowadził słuchaczy przez kolejne fragmenty tej historii. Od pierwszego zakładu Arkadiusza, przez działalność jego ojca, po dzisiejszy VULKing.
I być może właśnie dzisiejszy wygląd firmy najlepiej pokazuje drogę przebytą przez rodzinę Majewskich.
Zamiast niewielkiego powojennego warsztatu jest profesjonalny serwis. Jest kilka stanowisk, nowoczesne wyposażenie, pracownicy i magazyny, w których klienci mogą odpłatnie pozostawić swoje koła i opony pomiędzy sezonami. Firma ma wielu klientów ze Świnoujścia, którzy wracają tu przy kolejnych wymianach.
Za tym wszystkim kryje się jednak coś, czego nie da się kupić razem z najnowocześniejszą maszyną.
Osiemdziesiąt lat historii.
Od Arkadiusza Majewskiego, który w 1946 roku znalazł w poniemieckim garażu sprzęt wulkanizacyjny i postanowił zrobić z niego użytek, przez Wiesława Majewskiego rozwijającego zakład w zupełnie innych czasach, po następne pokolenie.
To także historia świnoujskiego rzemiosła. Ciężkiej, często fizycznej pracy, w której kiedyś niemal wszystko robiło się ręcznie, a wiedzę zdobywało się przede wszystkim przy warsztatowym stole.
Maszyny można wymienić. Warsztat można rozbudować. Samochody i technologie zmieniają się nieustannie.
Ale na dobrą markę pracuje się inaczej.
Latami. W przypadku świnoujskiego VULKingu – już od 80 lat.
źródło: www.iswinoujscie.pl
Źródło: iswinoujscie.pl